sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 1

Obudziło mnie monotonne kapanie deszczu o dach. Obrociłam się na plecy i otworzyłam oczy. Poddasze było małe i zanurzone, ale wystarczyło by po długiej, nocnej podróży samolotem rzucić się na skromne łóżko i odespać noc. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu butów, które nocą  rzuciłam gdzieś w kąt. Wyłożyłam je i zeszłam na dół. Idąc tą samą drogą co w nocy mogłam bardziej się rozejrzeć. Ściany pomalowane były na zielonkawo-brązowy kolor, tynk odpadał od sufitu, a na schodach można było zobaczyć pleśń. Wyszłam więc z założenia, że nie zostaniemy tu długo. W powietrzu unosił się zapach jajecznicy, który zaprowadził mnie do kuchni. Było to małe pomieszczenie z małą lodówką i starą kuchenką. Na środku znajdował się stół. Podeszłam do niego i usiadłam obok mamy. Jej krótkie włosy sterczały na boki, jednak mimo tego wyglądała ślicznie. Miała na sobie skromną białą sukienkę, która podkreślała jej figurę. Zawsze uważałam, że moja matka jest wyjątkowo piękną osobą. Mimo swoich czterdziestu czterech lat wyglądała na góra dwadzieścia  pięć i zawsze podczas spacerów masa facetów wodziła za nią wzrokiem z czego ona chyba nie zdawała sobie sprawy.  Nie jest fajnie mieć piękna matkę, kiedy samemu wygląda się jak strach na wróble. Pamietam, że kiedyś podczas wizyty u lekarza pielęgniarka spytała się mamy czy jestem jej córką, ponieważ wogóle nie jesteśmy podobne. Mama wybuchła śmiechem, a ja wpadłam w kompleksy, które bardzo szybko mi przeszły. Teraz patrząc na nią przypomniało mi się moje dzieciństwo. Było szalone. Ja i mama byłyśmy nierozłączne zupełnie jak przyjaciółki. Jednak od czasu dziesiątych urodzin bardzo rzadko rozmawiamy. Mama brakiem czasu wykręca się pracą, ale, choć ona o tym nie wie, czasami przyglądam się jej jak siada na kanapie i przegląda album, który zawsze chowa w torebce. Jeszcze nie udało mi się ustalić jakie zdjęcia znajdują się w tym albumie, ale szczerze mówiąc mało to mnie obchodzi. Mama podała mi talerz z jajecznicą, czym wyciągnęła mnie z zamyślenia.
- Jak minęła ci noc? - spytała wkładając do ust ostatnie kawałki swojego śniadania.
- Spałam jak zabita - odpowiedziałam - nakładając jajecznicę na chleb. - Jak długo tutaj  zostaniemy? Przywieźli już meble?
- Tak właściwie to ten dom jest tylko chwilowy do czasu, kiedy nasz bedzie już gotowy. Myślę, że zostaniemy w tym nowym już na zawsze - odparła patrząc w okno.
- Na zawsze? Naprawdę? Nie będziemy się już wyprowadzać?
- Myślę, że nie bedzie to już potrzebne. 
Byłam podekscytowana.
 ~*~

Spacerowałam po parku wśród licznych kałuży rozmyślając o tym co właśnie zmieniło się w moim życiu. Niby nic wielkiego. Tylko stałe miejsce zamieszkania, stała szkoła... szkoła. Przystanęłam. Nigdy nie chodziłam do jednej szkoły dłużej niż pół roku, więc nawet nie zaprzątałam sobie głowy myślą o tym by znaleść przyjaciół, czy chłopaka. Teraz będzie inaczej. Podążając z tą myślą zauważyłam, że nie jestem już w parku tylko w dziwnej dzielnicy. Z prawej i lewej strony znajdował się stary odrapany budynek, a dookoła panowała cisza. Rozejrzałam się, ale w pobliżu nie było żywej duszy. Poszłam więc przed siebie mając nadzieję, że wyjdę z tej dzielnicy do centrum miasta które powinno być gdzieś w pobliżu. Nagle oślepiło mnie niezwykle jasne światło, które wzięło się niewiadomo skąd. Zamknęłam oczy, bo nie byłam wstanie na nie patrzeć i wtedy usłyszałam głosy. 
- Jesteś pewien, że to ona? Wygląda tak jak...
- Ludzie. Cały czas jesteśmy w Earthie.
- Coś poszło nie tak! Wiesz jakie są konsekwencje...
Nie usłyszałam już o jakich konsekwencjach mówił dziwny głos, ponieważ nagle przeszył mnie ból jakbym została porażona prądem. Zaczęłam spadać, kiedy z całej siły uderzyłam w coś twardego. Czułam jak całe ciało miałam sparaliżowane od tego nieznośnego bólu. Potem była już tylko ciemność.

~ Pierwszy rozdział. Może nie jest zbyt ciekawy, ale obiecuję, że później się rozkręci. Proszę o komentarze. :D~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz