niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 2

Czułam jak ból powoli opuszcza moje ciało. Próbowałam otworzyć oczy, ale moje wysiłki poszły na nic. Może umarłam. Jeśli tak, to śmierć wcale nie jest straszna. Ale czy nie powinnam znajdować w korytarzu na końcu którego jest światło i podążać w jego kierunku? Może wcale nie umarłam. Spróbowałam ponownie otworzyć oczy i tym razem mi się to udało. Znajdowałam się w białym, szpitalnym pokoju, w niezwykle niewygodnym łóżku. Ciszę zakłucała praca aparatury do której pewnie byłam podłączona. W powietrzu unosił się nieznośny zapach chemikalia, charakterystyczny dla szpitali. Rozejrzałam się w poszukiwaniu znajomej twarzy, ale nikogo tu ze mną nie było. Próbowałam przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia. Światło...głosy...ból i tyle pytań bez odpowiedzi. Co się właściwie stało i skąd się tutaj wzięłam? Wtedy do pokoju weszła moja mama i usiadła na krześle obok łóżka. Po jej twarzy widać było, że jest przerażona.
- Córciu wszystko w porządku? Zadzwonili do mnie, że znaleziono cię nieprzytomną i przywieziono tutaj.- w jej oczach widziałam strach.
Jak zwykle jednym, niewinnym spacerem przysporzyłam wszystkim problemów.
- Teraz tak. Już mnie nic nie boli i chyba wszystko w porządku.
- Co właściwie ci się stało? - spytała mama.
- Spacerowałam po parku, kiedy zagapiłam się i znalazłam w opuszczonej dzielnicy. Wtedy pojawiło się światło, dziwne głosy i ten straszny ból. Póżniej chyba straciłam przytomność. - zwierzyłam się.
Mama wyglądała na nieźle wstrząśniętą moją historią. Zbladła i zaczęła jej drżeć dolna warga zresztą jak zawsze gdy się denerwowała. Wyglądała jakby zastanawiała się co mi odpowiedzieć.
- Myślę...myślę, że to był napad. To światło i głosy to pewnie halucynacje wywołane narkotykami, a ten ból- zastanowiła się chwilę. - pewnie później ten ktoś cię pobił.
Wypowiedziała to tak jakby sama w to nie wierzyła. Zresztą miałam wątpliwości czy to aby napewno były narkotyki. To wszystko było takie prawdziwe.
- Nie jestem pewna. Z jednej strony to wydawało mi się naprawdę realne, ale z drugiej... to było niemożliwe.
Mama bardzo się wahała i zwlekała z odpowiedzią. Przez chwilę panowała cisza, choć dla mnie były to długie godziny. Wreszcie zapytała:
- Pamietasz może co mówiły te ,,głosy"?
- Hmn... coś o konsekwencjach i jakimś  miejscu na literę ,,e". To było naprawdę dziwne - odpowiedziałam.
Mama była przerażona. Nie, więcej niż przerażona. Teraz byłam pewna, że mi wierzy, ale z całej siły pragnie to ukryć. Błądziła wzrokiem po pomieszczeniu ewidentnie czegoś szukając. Wreszcie jej wzrok zatrzymał się na czymś, co znajdowało się obok mojego łóżka. Spojrzałam w tamtą stronę. Nie wiem co to było, ale mama chyba wiedziała bo kiedy tego dotknęła straciłam przytomność.
~*~
Trzy dni później wyszłam ze szpitala. Mama przekupiła lekarzy historyjką o narkotykach i rzekomym napadzie i szczerze mówiąc mi też próbowała ją wcisnąć. W końcu stanęło na tym, że przez pewien okres nie będę sama wychodziła z domu, a do szkoły podwoziła mnie będzie mama. Dlatego też teraz, siedząc w aucie próbowałam nie denerwować się pierwszym dniem. Niby to nic takiego, tysiąc razy zmieniałam szkołę i za każdym razem było tak samo. Nikt specjalnie się mną nie przejmował, wiec moje zdenerwowanie nie było uzasadnione.
- Ok. Jesteśmy na miejscu. - powiedziała mama zatrzymując się na parkingu. - Przyjadę o piętnastej. Baw się dobrze.
Odpięłam pasy i wyszłam z auta posyłając mamie wymuszony uśmiech. Nadal byłam na nią zła za to, że upiera się przy swojej wersji wydarzeń. Dlaczego nie chce o tym rozmawiać? Myśli, że jestem na tyle głupia, by uwierzyć w tą historyjkę, którą mi serwuje. Myśląc o tym weszłam do nowej szkoły. Nic specjalnego. Przez większość lekcji się nudziłam, dlatego wydawało mi się, że czas płynie nieubłaganie wolno. Były tu same wypindrowane lalunie, a zamiast normalnych chłopaków fani piłki nożnej. I dlaczego ja tak się cieszyłam? Chyba już nic nie sprawi, że polubie nowe życie w tym mieście. Szłam korytarzem zatopiona w swoich myślach i nie zauważyłam, że z przeciwnej strony nadchodzi ktoś, kto najwyraźniej mnie nie zauważył. Skończyło się to, że wpadliśmy na siebie.
- Aua uważaj trochę, co? - syknęłam na niego.
- Tina Findshow? - spytał bardziej zdziwiony niż zdenerwowany tym, że na siebie wpadliśmy.
Szczerze mówiać ja też byłam mega zdziwiona. Nie tym, że znał moje imię i nazwisko ani, że był chyba jedynym chłopakiem, który widział życie poza piłką nożna. Jego głos był jednym z głosów, które tamtego dziwnego dnia usłyszałam.
~ Drugi rozdział. Ciekawe czy ktoś to wogóle czyta??? Dajcie o sobie znać w komentarzu~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz